Czego najbardziej się bałam przed startem współpracy?

Na co dzień pracuję w agencji reklamowej, jestem dziennikarką i specjalistką od PR-u. Dziś opowiem Ci o tym, jakie wątpliwości towarzyszyły mi przez okrągły rok, zanim zdecydowałam się na współpracę z Nu Skin.  

I nie był to wcale strach przed kontaktem z ludźmi, ani obawa przed prowadzeniem social mediów lub mówieniem do kamery. Opowiem Ci w skrócie, co konkretnie przez rok blokowało mnie przed współpracą. Byłam nieufna z kilku powodów. Po pierwsze, jako specjalistka od marketingu i PR-u, która zajmuje się m.in. budowaniem pozytywnego wizerunku w Internecie, jak też kampaniami z influencerami miałam obawy związane z wiarygodnością marki Nu Skin i jej ambasadorów.

Wątpliwość nr 1: czy tej marce można zaufać?

Wiedziałam, jak bardzo w influencer marketingu liczy się wiarygodność. Sama też chciałam być wiarygodna we wszystkim, co robię. Nie wiem, czy wiesz, ale kiedy dobieram influencera do współpracy z klientem, dokładnie sprawdzam jego konta np. w social mediach, analizuję zasięgi, demografię, ale też czytam treści i sprawdzam ich wiarygodność. W tym świecie niestety bywa tak, że poleca się słabe produkty jedynie dla zarobku.  Pod tym samym kątem przyglądałam się dziewczynom w Nu Skin – czy jako ambasadorki są dla mnie wiarygodne i autentyczne? Czy faktycznie wierzą w produkty, które polecają? Czytałam wpisy Alicji Wegner na Instagramie i coraz bardziej przekonywałam się, że tak – to wszystko wzbudza moje zaufanie. Bo Alicja mówiąc o współpracy, nigdy nie koloryzowała, zawsze mówiła, jak jest – że praca jest świetna, ale i wymagająca. Że trzeba być wytrwałym i pracowitym, bo pieniądze w żadnym biznesie nie lecą z nieba. 

Obiekcja nr 2: czy te produkty są godne polecenia?

Po drodze pojawiały się kolejne wątpliwości do przepracowania. Jako specjalistka od PR, która latami budowała swój wizerunek, wypowiadając się choćby w mediach takich jak “Puls Biznesu”, “Sprawny marketing” czy “Wysokie Obcasy” jednocześnie bałam się wejść w coś, co potencjalnie mogłoby nadszarpnąć ten mój wizerunek ekspertki. Dziś wiem, że obawiałam się, bo zwyczajnie nie znałam marki. Myślałam: a co, jeśli te produkty się nie sprawdzają, jeśli zawiodę zaufanie swoich znajomych? W przypadku tych wątpliwości rozwiązanie było proste – wystarczyło, że kupiłam sobie technologię Lumi. Gdy dotknęłam skóry twarzy po pierwszym zabiegu, wiedziałam już, że to jest to! Kolejna pokonana wątpliwość, miałam już punkt wyjścia do nawiązania współpracy.

Wątpliwość nr 3: czy mój mąż będzie mnie wspierał? 

Dodatkową “blokadą” był jednak mój mąż – radca prawny, który z dużym dystansem podchodzi do nieznanych mu form biznesu. Wiedziałam, że jeśli zdecyduję się na współpracę z Nu Skin, będę przecież potrzebować jego pełnego wsparcia (choćby przy naszych kilkuletnich córeczkach), dlatego ostrożnie… musiałam przyglądać się dalej. Sama nie byłam w pełni zrekrutowana, by czuć się na siłach do przekonywania męża. 

Kiedy wybiła “godzina zero”?

Minął rok. Alicja Wegner, której się cały czas przyglądałam, prawdopodobnie w tym czasie zarobiła wielkie pieniądze, rozwinęła zespół, a ja… dopiero dojrzałam do decyzji. Ale czasem właśnie tyle czasu potrzeba, by być na godzinie zero i poczuć, że nie zatrzyma nas już nic. Uwierzyłam zarówno w moc produktów, jak i model biznesowy. Zaczęłam współpracę i powiedziałam sobie, że włożę w to całe serce. I wiesz co? Działałam każdego dnia, ale… ukrywając się przed mężem, bo to jego opinii bałam się najbardziej. Nie wiedziałam, jak odniesie się do tego, że zaczęłam sprzedawać m.in. kosmetyki.

Po drodze wydarzyła się jednak cudowna rzecz: do mojego zespołu zrekrutowała się osoba z jego “świata” – prawniczka, autorka książek i kursów. To był moment, kiedy w ten model biznesowy uwierzył także mój mąż. Bo kiedy taki autorytet jak Asia Rułkowska (IG: @prawomamy) mówi: słuchaj Judyta, przeanalizowałam wszystkie regulaminy, drobne druczki, politykę Nu Skin i powiem wprost: to genialny moment biznesowy, wchodzę w to! – trudno mieć wątpliwości 😉

obserwuj autorkę @judyta.kokoszkiewicz